Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
19 postów 0 komentarzy

Dokąd Polsko?

Włodzimierz Bojarski - Energetyk, profesor doktor habilitowany, senator I kadencji, Członek Polskiej Akademii Nauk. Kawaler Kawaler odznaczenia Polonia Mater Nostra Est

Szczęśliwa polska rodzina

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Autor został uhonorowany nagrodą Ojca Rodziny. Poczuł się tym zmobilizowany do przedstawienia swoich wielopokoleniowych obserwacji i przemyśleń dotyczących dobrej rodziny. Szczęśliwy ojciec pięciorga dzieci, dziadek dziewięciorga wnucząt i pradziadek

 

1. Presja wynaturzonych ideologii niszczących rodzinę 
Od ponad stu lat cywilizacja i kultura europejska pozostaje pod wpływem laickich nurtów intelektualnych: indywidualizmu i liberalizmu, a w ostatnich dekadach także subiektywizmu i relatywizmu oraz konsumpcjonizmu, feminizmu i wszechobecnego seksualizmu. Wraz ze wzrostem poziomu materialnego życia i wykształcenia rosną aspiracje społeczne i ambicje poszczególnych osób, dotyczące osobistej wolności, samorealizacji, kariery i awansu społecznego. Popularyzuje się pragnienie poznawania i użycia świata, wolnych związków seksualnych, ciekawej pracy i wzbogacania materialnego. Lekceważy się i ośmiesza tradycyjne wartości rodzinne, religijne i narodowe oraz manifestuje przełamywanie barier obyczajowych krępujących człowieka. W tym nurcie wyzwolenia i awansu szczególnie ambitne i aktywne są młode kobiety.
            Związek z drugą osobą (także w małżeństwie) częstokroć postrzegany jest na dwa przeciwstawne, laickie sposoby. Jedno spojrzenie traktuje towarzysza życiowego jako potencjalne zagrożenie dla własnej wolności, osobistego rozwoju i kariery, niekorzystne uzależnienie i ograniczenie w używaniu świata, niosące dodatkowe obciążenia. Drugie spojrzenie dostrzega, że dobrze jest mieć towarzysza życiowego, czy towarzyszkę, takiego swojego człowieka, usłużnego i oddanego, którym można pokierować, posłużyć się, złożyć na niego różne życiowe ciężary, czasami wymagać pieniędzy i pomocy. O takiego towarzysza (towarzyszkę) warto zabiegać, ale bronić się trzeba i wykluczyć wspomniane zagrożenia z jego strony.
            Bliższy związek mężczyzny z kobietą traktowany jest więc jako miły i dobry układ, ale bez większych zobowiązań i do czasu, dopóki się nie znudzi, nie ogranicza ambicji i wolności oraz do czasu, gdy trafi się korzystniejsze partnerstwo. Do tego stylu życia nie potrzeba małżeństwa; można przecież na razie „mieć się razem”, czy żyć razem „na próbę”, chroniąc się i broniąc przed urodzeniem dziecka. A jeśli już rodzina i środowisko skłoni do małżeństwa, to i tak w okresie kryzysu można porzucić małżonka. Formaliści będą przeprowadzali rozwód dla załatwienia spraw majątkowych, ale biedakom i to nie jest potrzebne.
            Zapewne większość młodego pokolenia z podobnym nastawieniem (mniej lub bardziej świadomym) wchodzi dziś w życie. Oczekuje od życia bardzo dużo, nie zamierzając dawać z siebie zbyt wiele. Takie niewłaściwe, egoistyczno-konsumpcyjne nastawienie nie rokuje pomyślności zawieranym małżeństwom. Również w społeczeństwach dawniej chrześcijańskich, pod wpływem wskazanych nurtów szerzy się praktyczny materializm i laicyzacja, maleje liczba zawieranych małżeństw, rośnie udział rozwodów oraz spada liczba rodzących się dzieci. W Warszawie już ponad połowa małżeństw jest bezdzietna. To jest też droga do ogólnego upadku narodu i państwa.
                                                                                                 
2.  Duch odnowy i nauczanie Papieża Jana Pawła II
            Ogólna demoralizacja, rozkład rodziny i seksualizm łamią prawa natury, zapisane też w prawym sumieniu człowieka i dlatego ściągają karę Bożą, jak w Sodomie i Gomorze (Księga Rodzaju, rozdz. 18-19). Aby ratować człowieka, rodzinę i społeczeństwa, trzeba oderwać się od wszystkich, wskazanych na początku, laickich i  pogańskich nurtów oraz presji cywilizacyjnych. Chrześcijanin w stosunku do nich musi być „człowiekiem sprzeciwu”, jak wzywa Papież Benedykt XVI i odbudować „cywilizację życia i miłości”, jak głosił Jan Paweł II. Wydaje się, że kluczową sprawą jest tu odbudowa naturalnego, chrześcijańskiego małżeństwa i właściwych relacji rodzinnych, co wymaga powrotu do praw natury, dodatkowo, obrazowo przedstawionych w  Piśmie Świętym.
            Ostatni Sobór Watykański nauczał o  małżeństwie : „Głęboka wspólnota życia i miłości małżeńskiej, ustanowiona przez Stwórcę i unormowana Jego prawami, zawiązuje się przez przymierze małżeńskie, czyli przez nieodwołalną osobistą zgodę. W ten sposób aktem osobowym, przez który małżonkowie wzajemnie się sobie oddają i przyjmują [1],powstaje z woli Bożej instytucja trwała także wobec społeczeństwa”.(Konstytucja  Gaudium et spes   -O Kościele w świecie współczesnym, p.48, 1965)
W tym duchu rozwijał swą naukę o małżeństwie Jan Paweł II. Wymagał, aby w rodzinie, pomiędzy jej członkami istniały więzy definiujące rodzinę jako wspólnotę życia i   miłości, rozciągniętą na całą, niepewną przyszłość. Małżonkowie ślubują sobie dozgonną miłość, taką jak miłość Boga do człowieka: miłość niezależną od cnót i wad, dobroć także dla złośliwego i niewdzięcznego małżonka. Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, dlatego miłość i wzajemne relacje małżonków powinny być święte i uświęcające.
 
Papież pisał: „We wzajemnych stosunkach członkowie wspólnoty rodzinnej są inspirowani i kierują się <prawem bezinteresowności>, które szanując i umacniając we wszystkich i w każdym godność osobistą jako jedyną rację wartości, przybiera postać serdecznego otwarcia się i dialogu, bezinteresownej gotowości służenia, wielkodusznej służby i głębokiej solidarności”.(...) .”(Adhortacja apostolska: Familiaris consortio, p.43, 1980).
           W liturgii mszalnej przy celebracji sakramentu małżeństwa, zamiast czytanego dawniej listu św. Pawła do Efezjan (wzywającego żony, aby były poddane mężom swoim) (Efez,5,21-33), najczęściej czyta się teraz wspaniały hymn o miłości św. Pawła, z listu do Koryntian (1Kor, 13). Prowadzona w tym duchu katecheza przedmałżeńska i forma sakramentu uskrzydla i tak już zakochanych w sobie młodych małżonków. W uniesieniu łaski sakramentalnej oraz emocjonalnej, namiętnej miłości i najlepszych postanowień, młodzi małżonkowie skłonni są postrzegać małżeństwo jako stosunkowo łatwą drogę, w wolności i równości, do raju ziemskiego. Pragną kroczyć razem w dialogu i zgodzie, miłości i komunii, a może i z poświeceniem. Oczywista jest dla nich równość osób i praw; nie ma mowy o żadnej uległości, poddaniu i posłuszeństwie w małżeństwie.
            Mówienie dziś, zwłaszcza publicznie, wobec wielu gości, o powinności poddania się (uległości) żony mężowi, byłoby w wielu środowiskach oburzające.   Zresztą małżonkowie, goście, a może i niektórzy księża takie poddanie traktują jako staroświeckie i dziś już całkowicie nieaktualne.(Wydaje się bowiem, że o poddaniu, uległości i posłuszeństwie nie mówi się dziś prawie wcale w przygotowaniu do małżeństwa).
 
3. Złuda łatwego partnerstwa i dialogu małżeńskiego
           Młodzi małżonkowie na początek znają się zazwyczaj z tej najlepszej strony, przypadającej sobie wzajemnie do gustu; mogą to być wspólne, podstawowe wartości życiowe, zamiłowania turystyczne, lub np. lekkie traktowanie zasad moralnych. Nie znają się jednak w pełni; wszystkich swoich odmiennych gustów, upodobań, oczekiwań i przekonań w wielu codziennych, drobnych i ważnych sprawach. Ponadto, postawy i zachowania każdego z nich jeszcze się formują i zmieniają częściowo w czasie oraz zależnie od okoliczności.
Zazwyczaj małżonkowie próbują się jakoś podzielić swoimi obowiązkami i odpowiedzialnością, uwzględniając własne kompetencje, preferencje i tradycję społeczną. Nie wiele to jednak zmniejsza różnice wzajemnych oczekiwań, upodobań i poglądów dotyczących podzielonych obowiązków, a tym bardziej wszelkich innych zagadnień: wyglądu, organizacji, rytmu i stylu życia domowego, wychowania i kształcenia dzieci i innych. Warunki wspólnego życia wymagają więc każdego dnia, a niekiedy i parę razy dziennie, dokonywania nowych uzgodnień dla realizacji satysfakcjonujących czy wspólnych działań.
Nie zawsze jednak czas i warunki pozwalają na wyczerpujący i spokojny dialog. Prowadzi to do częstej, niekiedy przykrej wymiany zdań, a bywa, że do kłótni i awantur. Pomimo nawet dobrych, obopólnych chęci, nie wszystko udaje się małżonkom uzgodnić między sobą; na przeszkodzie stają także odrębne gusty (o nich trudno dyskutować), przekonania, indywidualne nawyki, jakieś osobiste silne skojarzenia i tp. Ponadto ustępliwość wzajemna jest dziś często ograniczona poczuciem równości praw i odpowiedzialności każdego z małżonków, szczególnie w przypadkach ważnych spraw i decyzji.
Zależnie od osobistych motywacji, emocji i temperamentu, taki dialog małżeński przybiera bardzo różne formy. Bogata duchowo małżonka potrafi być muzą inspirującą męża do szlachetnego zaangażowania w życiu i twórczości, ale bywa i odmiennie, gdy wyrzuca mu tylko zaniedbania i zbyt niskie zarobki. Bywają bowiem mężczyźni leniwi, niegrzeczni i brutalni. Ale też często także kobiety, współczesne feministki o dużej inicjatywie i osobistych ambicjach, zbyt jednostronnie „rozprzestrzeniają się” w domu po swojemu, mało licząc się ze współmałżonkiem. Bywa, że we współzawodnictwie o dominację w domu i rodzinie dochodzi do licznych awantur. Kobieta, pod różnymi pretekstami odmawiając współżycia małżeńskiego, może wymusić uległość małżonka, ale też skierować niebezpiecznie jego zainteresowania ku innym.
 Narastają urazy i negatywne napięcie między małżonkami. W partnerskiej wspólnocie powstaje wówczas i poszerza się szczelina spraw oraz zagadnień nie uzgodnionych i drażniących, odmiennych przekonań i postaw. Szczególnie zła i bolesna jest sytuacja, w której te różnice dotyczą dzieci; gdy każdy z rodziców oczekuje i wymaga od nich czego innego. Konflikty małżeńskie obciążają każdego psychicznie, a wymuszane ustępstwa, trudne do zaakceptowania, powodują psychozę zniewolenia. W odpowiedzialnej rodzinie dialogi małżeńskie odbywają się tylko we dwoje (bez obecności dzieci), czasem z poradą duszpasterza, ale nie zawsze się to udaje.
Dzieciom jest bardzo przykro postrzegać ostre różnice zdań między kochanymi rodzicami; niekiedy włączają się też w te dyskusje i biorą stronę jednego z małżonków. Podważa to częściowo autorytet rodzicielski, relatywizuje ich polecenia i obowiązek posłuszeństwa. Sytuacja staje się jeszcze trudniejsza, gdy ujawniają się różnice wymagań każdego z rodziców w stosunku do dzieci i gdy w sporach między rodzicami, każde z nich stara się przeciągnąć (”przekupić”) dzieci na swoją stronę. Częściej to matki, mające szerszy kontakt z dziećmi, nawet nie całkiem świadomie formują „koalicję” przeciwko „nieodpowiedzialnemu” ojcu. Jeśli powstanie i utrwali się sytuacja takiego podziału w rodzinie, a jeszcze gorzej gdy stronniczo poprą ją dziadkowie, wyobcowany małżonek czuje się zepchnięty w niej na margines i pozbawiony swych praw.
W naszych czasach częściej to mężczyzna, „stojący na przegranym” pod wpływem cywilizacyjnej presji agresywnego feminizmu, z czułości dla żony, czy dla świętego spokoju i dla własnej wygody, stosunkowo łatwo jakoś ustępuje pola małżonce. Przedłuża czas pracy poza domem i wyłącza się z życia domowego. Bywa jednak i tak, że to kobieta poganiana i niedoceniana przez męża, czy zmęczona domem i rodziną, luzuje się i tęskni do „wolności”. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak taka sytuacja jest groźna dla małżeństwa :
- Poniżony współmałżonek odczuwa negatywnie swoje zmarginalizowanie i osłabia się więź emocjonalna między małżonkami.
- Sfrustrowany szuka nowego towarzystwa, sięga po alkohol, staje się bardziej wrażliwy na wdzięki drugiej płci, podatny na wypaczenia moralne i społeczne. W krańcowym przypadku porzuca całkowicie rodzinę.
- Powstaje sytuacja rodziny bez mamy, a częściej dziś - rodziny bez ojca, a dzieciom do prawidłowego rozwoju potrzeba obojga rodziców. Dzieci we własnej rodzinie zostają poddane gorszącej sytuacji wychowawczej.
- Dosyć często dzieci, szczególnie z rodzin katolickich, w sytuacji drastycznego rozdarcia rodziny popadają w bardzo ciężką zapaść psychiczną, trwającą niekiedy długie lata, czy nawet kończoną samobójstwem.
- Zły model i styl życia rodzinnego w pewnym stopniu przejmują dzieci i negatywnie determinuje on częściowo życie następnego pokolenia.
- Wszyscy członkowie rodziny stają się mniej lub bardziej nieszczęśliwi.
            Feministyczna dominacja kobiety w domu i rodzinie, podobnie jak despotyzm i dominacja ojca, są więc niezwykle niebezpieczne, a ich cena bardzo wysoka. Nie wolno dopuścić do wskazanej sytuacji, a proces destrukcji trzeba w porę dostrzec i przezwyciężyć, powracając do normalności. Każdy z małżonków jest osobiście odpowiedzialny za to, aby jego współmałżonek czuł się dobrze i szczęśliwie w małżeństwie i rodzinie.
Wskazane procesy z różnym natężeniem dotyczą większości współczesnych rodzin, także rozpoczynających z miłością oraz utrwalających wzajemne partnerstwo drogą dialogu i drobnych, wzajemnych ustępstw. Jednak zamiast oczekiwanego doświadczenia komunii, nieuniknione, kolejne konflikty prowadzą zazwyczaj do poważnego kryzysu małżeńskiego i zakwestionowania zasady miłości, szacunku i dialogu jako uniwersalnego sposobu na harmonię w małżeństwie.


[1] Pogrubienia w tekście stanowią wyróżnienia autora i pochodzą od niego.

KOMENTARZE

  • @Włodzimierz Bojarski
    Piękny i wnikliwy tekst. Gratulacje i podziękowania.
  • Włodzimierz Bojarski
    Przyznam szczerze - tekst czytałem z narastającą frustracją.
    Ta laurka nie dotyka istoty problemu.
    Dlaczego?
    Bo byłbym usatysfakcjonowany, gdyby Pan opisał (swoje) życie rodzinne jako przykład. Z problemami, ale i elementami przynoszącymi satysfakcję.
    Bo wskazanie efektu końcowego , który realizuje się widząc, a przynajmniej przewidując, cel - nowe pokolenie wartościowych ludzi, to największa satysfakcja dla której warto poświęcać wysiłek, a niekiedy i zagryźć zęby odsuwając na bok własne dążenia.

    Tu niewiele o tym Pan napisał.
    Natomiast poświęcił swój czas na prezentację własnego postrzegania opisu kondycji i zagrożeń dla rodziny.
    Na tym tle dokonuje Pan pouczenia - nie nauki, a pouczenia, z pozycji doktryny katolickiej.
    Nie znaczy, abym odrzucał te twierdzenia jako fałszywe. Tyle, że one nie mają umocowania w realiach i nie są przekonywujące.
    Odwoływanie się do Prawa Bożego itp. - to nie są obecnie wystarczające wyjaśnienia. Wszelkie nakazy i zakazy - a taką rolę pełnią pańskie wskazania, budzić mogą chęć sprzeciwu. "Wyrwania się na wolność".

    Doktryna katolicka słabnie w swym oddziaływaniu na społeczeństwo właśnie z takiego ujęcia - kierowanie się nakazami i zakazami przy braku wyjaśniania logiki rozwojowej społeczeństw.

    To błąd, tak sądzę, jaki pojawia się u większości publicystów katolickich; przekonanie o swojej racji, która jest słuszna i niepodważalna z racji "świętości" pochodzenia, czyli z oparcia o doktrynę KRK.
    Tym samym taka postawa przeczy apostolskiemu charakterowi Kościoła, gdzie akceptacja zasad winna wynikać z przekonania apostolską argumentacją czerpiącą swą moc z nauki Chrystusa.
    W zamian - i to bardzo częsty wątek pojawiający się także u katolickich blogerów - przy wątpliwościach, zamiast argumentów, pojawia się straszenie i "odgórne traktowanie".

    Kończąc. Rodzina Polska - ma swą specyfikę. Na niej opiera się istniejąca stabilność i więź społeczna.
    Cały problem, że nie można tego wiązać z katolicyzmem a dowodem na to jest stan rodziny w krajach katolickich.
    Jeśli w Polsce Rodzina jest trwałym (relatywnie) elementem społecznym, to nie można tego łączyć z jednoznacznie z li tylko katolicyzmem, a raczej szukać innych powodów stabilności.

    Tę kwestię traktuję jako ważny element cywilizacyjny. Nawet nie tyle ważny, co podstawowy dla cywilizacji. I o tym piszę w "Cywilizacji Polskiej".
    Nie odrzucam pańskich spostrzeżeń, ale są one niepełne; dopiero na bazie cywilizacyjnej daje się stworzyć spójność traktowania tego zagadnienia.
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:38:59
    Wnikliwe spojrzenie. Mogę się z Tobą w wielu kwestiach nie zgadzać, ale wnikliwości nie sposób Ci odmówić.
    Pozdrawiam
  • Tak....
    Żeby to jeszcze przeczytały Polki...
    I przestały nam rodzić potomstwo ociążone dziedzicznym kalectwem - NIEWOLNICTWEM WRODZONYM.

    PO CO I KOMU RODZĄ NIEWOLNIKÓW? (którzy urodzą kolejnych)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031